DAVA LIFEBLOOD

O Ukraińskiej Grypie i nie tylko

Opublikowany w blood, dava, dreams, faith, feelings, life, photo przez Dava w dniu 3 listopad 2009

Grypa opanowała Ukrainę. Wiele osób zmarło a szczepionki już jadą. Z Polski jadą. Bo My tacy dobrzy jesteśmy. Pozwolimy sobie wybudować tarczę antyrakietową i pierwsi wyślemy żołnierzy do Iraku. I dalej musimy płacić 400 zł za próbę otrzymania wizy turystycznej do USA. Oczywiście te cztery stówki nie gwarantują że się zobaczy ciepłą Florydę i weźmiemy ślub w Las Vegas ale co tam. Niech Nasi chłopcy dalej umierają za innych w imię ‘wolności’ a ropa niech się dalej leje.

Tak czy inaczej grypa opanowała też PL. Opanowała moich znajomych/przyjaciół/mój dom i mnie samą. Pomijając fakt że nie mogę mówić i ciężko mi jest oddychać jest fajnie. Mam w końcu czas na poukładanie papierów i zjedzenie pudełka czekoladek. A wszystko przez to odwiedzanie grobów w niedziele. Wiatr nie z tej ziemi i temperatura poniżej zera. Ale musiałam tam być. Dla Babci. I dobijały mnie te laski ubrane jak na bal w cyrkonie/plastik i inne badziewia. I znowu mówili że przyjechaliśmy brudnym samochodem.

-A skąd wiedzieli że był brudny? /zapyta ktoś mądry/
-Bo wszystkie inne były wymyte/wypastowane i się świeciły /odpowiem/

I przeraża mnie ta niechęć i ten brak otwarcia na świat. To wykrzywianie się na widok brudnego samochodu w święta. Na widok psa który śmie mieszkać w domu bez-łańcucha. Wybieranie z sałatki sera pleśniowego i panierowanie każdego kawałka mięsa i ryby. Zamknięcie się na piękne widoki/książki i ludzi. Nie dopuszczanie głosów z zewnątrz.
Takie nieprzyjmowanie szczepionek na grypę choć można umrzeć.

IMG_8539davalifeblood

[a My jesteśmy wysoko ponad to]

Komentarze są wyłączone

Your Winter

Opublikowany w blood, dava, dreams, faith, feelings, life przez Dava w dniu 15 październik 2009

Lato już dawno za Nami. Nie czuję jesieni w ogóle. Otwierając drzwi widzę zimę.  Powietrze jest ostre i czyste. Nie smuci mnie to specjalnie bo z zimą idealnie łączą się drwa palące się w kominku/barszcz czerwony z uszkami/rozrywanie papieru z prezentów/zapach sosny i piernika.

[Dom bucha ciepłem]                                                                    Pijąc trzecią miętową herbatę i otrzepując buty ze śniegu już wiem że będę musiała przyśpieszyć kupno emu-do-kostek.
Wiem też że coraz bardziej nienawidzę ludzi. Tak nie boję się słowa NIENAWIDZIĆ. Nie będę udawać że coś mi PRZESZKADZA albo DRAŻNI. Nienawidzę za zatrucie kotów mojej Przyjaciółki. Za zdrady i kurwienie się. Za wpieprzanie się z małomieszczańskim albo nowobogackim nosem do nie-swojego-życia. Staram się mieć trochę przyzwoitości i nie pluć im w twarz.

Skrzypię pod butami śniegiem. W lesie jest tak cicho. Już nawet nie liczę dni i miesięcy. Od urodzenia od poznania Jego i od wielu przełomowych decyzji i chwil. Dziś dostałam nieetycznie ‘wolne’. Dziś nie wstałam o 6.00/nie zapaliłam papierosa przy barze na rynku i nie odkreśliłam w notesie spraw ‘załatwionych’ i tych ‘do załatwienia’.                                  

Dziś wstałam o 8.00 i zjadłam śniadanie. Wypiłam zieloną herbatę. Poszłam na spacer z psem. Dalej w pidżamie i szlafroku porozciągałam się. Położyłam się na kanapie i obejrzałam dobry film. ‘Domino’ z 2005 która nosiła kurtki skórzane z pięknymi okrągłymi ćwiekami które teraz (2009) zaległy H&M. Shitowe podróbki pojawiają się faktycznie później. Poodpisywałam na maile i życzenia. Przez 3 minuty analizowałam swoje życie. Przez 5 nastawiałam pranie. Czuje się niesamowicie. Nie dlatego że skończyłam ćwierć wieku. Dlatego że spełniam się w każdej minucie życia.

[Nic nie stoi na drodze która ciągnie się wysoko do góry]

‘Your Winter’ Sister Hazel

Komentarze są wyłączone